Moja siostra nie pozwalała mi trzymać noworodka przez trzy tygodnie, podczas gdy wszyscy inni mogli się przytulać. Potem weszłam bez zapowiedzi, usłyszałam Masona krzyczącego samotnie i wzięłam go na ręce. Plaster na jego udzie się odklejał, a gdy tylko uniosłam róg, moja siostra przybiegła, błagając mnie, żebym przestała.
Nie mogę mieć dzieci.
Nie „może kiedyś”. Nie „próbuj dalej”.
Po prostu… nie mogę.
„Będziesz najlepszą ciocią na świecie”.
Po latach niepłodności przestałam sobie wyobrażać pokój dziecięcy. Przestałam zatrzymywać się w alejce z artykułami dla niemowląt. Przestałam mówić „kiedy”.
Więc kiedy moja młodsza siostra zaszła w ciążę, włożyłam w nią wszystko, co miałam. Zorganizowałam ogłoszenie płci. Kupiłam łóżeczko. Wózek. Piżamkę w maleńkie kaczuszki, która sprawiła, że rozpłakałam się na półce sklepowej jak idiotka.
Przytuliła mnie tak mocno, że ledwo mogłam oddychać. „Będziesz najlepszą ciocią na świecie”.
Chciałam, żeby to była prawda bardziej, niż czegokolwiek innego.
Myślałam, że dziecko ją uporządkuje.
Moja siostra i ja zawsze byłyśmy… skomplikowane.
Zawsze miała talent do naginania rzeczywistości, aż jej to odpowiadało. Małe kłamstewka w dzieciństwie, większe jako nastolatka, a w wieku dorosłym to po prostu jej osobowość: krucha, dramatyczna, wiecznie ofiarna, ciągle potrzebująca uwagi.