Sześć miesięcy po tym, jak wypadek przykuł mnie do wózka inwalidzkiego, poszłam na bal maturalny, spodziewając się litości, dystansu i tego, że zostanę niezauważona pod ścianą. Wtedy ktoś przeszedł przez pokój, zmienił się na całą noc i podarował mi wspomnienie, które nosiłam w sobie przez 30 lat.
Nigdy nie sądziłam, że jeszcze zobaczę Marcusa.
Kiedy miałam 17 lat, pijany kierowca przejechał na czerwonym świetle i wszystko się zmieniło. Sześć miesięcy przed balem maturalnym, od kłótni o godzinę policyjną i przymierzania sukienek z przyjaciółkami, do przebudzenia się w szpitalnym łóżku, gdzie lekarze rozmawiali wokół mnie, jakby mnie tam nie było.
Miałam złamane nogi w trzech miejscach. Miałam uraz kręgosłupa. Padały słowa takie jak rehabilitacja, prognoza i być może.
Przed wypadkiem moje życie było zwyczajne, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Martwiłam się o oceny. Martwiłam się o chłopaków. Martwiłam się o zdjęcia ze studniówki.
Później martwiłam się, że ktoś mnie zauważy.
Kiedy nadszedł bal maturalny, powiedziałam mamie, że nie idę.
Stała w drzwiach, trzymając w ręku torbę na sukienkę i powiedziała: „Zasługujesz na jedną noc”.