Lila odwróciła się do niego. „Czy ty oszalałeś?”
„Nie” – powiedział. „Skończyłem”.
Mama odzyskała głos. „Dan, proszę. Wszyscy są zdenerwowani. Nie podejmuje się takich decyzji na podjeździe”.
Spojrzał na nią. „To nie zostało postanowione na podjeździe. To zostało postanowione w chwili, gdy Lila sprawiła, że okrucieństwo wydało się czymś normalnym”.
Potem zwrócił się do gości. „Jedzenie jest opłacone. Jeśli chcecie iść jeść, idźcie. Nie zmarnuję tego, za co zapłaciła Yara”.
Druhna stojąca najbliżej Lili wyszeptała: „O mój Boże”.
Bukiet Lili drżał teraz w jej dłoni. „Więc to tyle? Upokarzasz mnie przed wszystkimi?”
„Skończyłem.”
Dan się nie poruszył. „Nie. Zrobiłeś to, kiedy wykorzystałeś swoją siostrę, Lilę. I to zmieniło dla mnie wszystko. Już nie widzę cię taką samą”.
Mama spojrzała na mnie oszołomiona. „Yara, powiedz coś”.
Tak, zrobiłem.
„Byłam wystarczająco dobra, żeby sfinansować ślub” – powiedziałam. „Po prostu nie byłam wystarczająco elegancka, żeby w nim stanąć”.
Nikt nie miał odpowiedzi na to pytanie.
Dan cofnął się w stronę samochodu. „Skończyłem, Lila.”
„Yara, powiedz coś.”
Nikt nie rzucił się, żeby ją pocieszyć. To było najdziwniejsze.
Goście zaczęli rozchodzić się w niezręcznej ciszy. Kilku cicho wypowiadało moje imię, mijając mnie. Kilku w ogóle nie potrafiło spojrzeć mi w oczy.
Mama została u dołu schodów.
„Wiesz, jak zachowuje się twoja siostra” – powiedziała.
Spojrzałem na nią.
„Tak” – powiedziałem. „A ty ją nauczyłeś, że i tak zostanę”.
To było wszystko, co miałem do powiedzenia.
Potem wszedłem do środka i zamknąłem drzwi. Tym razem bałagan nie był mój.
„Nauczyłeś ją, że i tak zostanę.”