Mój ojciec pojawił się za nią. „Co się dzieje?”
„Heather? Co się stało?”
Podałem mamie telefon. Przeczytała wiadomość, podczas gdy tata czytał jej przez ramię.
Najpierw zmieniła się twarz mamy. „Ted” – wyszeptała. „Napisał do niej”.
Tata zaklął pod nosem.
Leo spojrzał między nami. „Nie wiedziałeś?”
„Gdybym wiedział, że Andrew chce się w to mieszać” – warknął mój ojciec – „sam poszedłbym do tego domu”.
„Ted” – powiedziała mama.
„Napisał do niej.”
„Nie, Lucy. Ta kobieta pozwoliła naszej córce myśleć, że została porzucona.”
Jego głos załamał się przy ostatnim słowie i to właśnie mnie ostatecznie złamało.
To był mój ojciec, który prawie płakał w mojej kuchni, bo ktoś ukradł lata mi i Leo.
Mój syn przeszedł przez pokój i objął mnie.
„Przepraszam” – wyszeptał. „Nie wiedziałem, że tak to będzie wyglądać”.
Odsunęłam się i chwyciłam go za twarz. „Nie przepraszaj za to, że powiedziałeś mi prawdę, kochanie. Chcę, żebyś wiedział, że nie jestem na ciebie zła”.
Jego głos załamał się przy ostatnim słowie.
Jego oczy również były wilgotne.
„A więc nie odszedł?” – zapytał.
Przyłożyłem dłoń do ust i pokręciłem głową.
„Nie, kochanie. Chyba go od nas trzymali.”
W kuchni zapadła cisza.
Minutę później Leo powiedział: „Gwen chce się z nami spotkać. Mówi, że nadal ma pudełko”.
To wystarczyło, żebyśmy ruszyli dalej.
W kuchni zapadła cisza.
***
O szóstej Leo i ja siedzieliśmy już w moim samochodzie i jechaliśmy dwa hrabstwa dalej, a moi rodzice jechali ciężarówką taty, jakby to była już rodzinna sprawa.
Leo wciąż czytał wiadomości od Gwen. Trzymałam obie ręce na kierownicy, bo myślałam, że jeśli ją puszczę, to się rozpadnę.
Gwen mieszkała w małym białym domku z doniczkami zwisającymi z ganku. Moi rodzice obiecali, że zostaną w samochodzie, chyba że będziemy ich potrzebować. Otworzyła drzwi, zanim zapukaliśmy.
Miała usta Andrew. Prawie złamała mi kolana.
Leo wciąż czytał wiadomości Gwen.
„Heather?” zapytała.
Skinąłem głową.
Zaczęła płakać. „Przepraszam bardzo”.
Potem spojrzała na Leo i zakryła usta. „O mój Boże. Kochanie, wyglądasz zupełnie jak on”.
Leo spojrzał na mnie bezradnie.
Podszedłem i ją przytuliłem.
„Bardzo mi przykro.”
***
W głębi duszy nie traciła czasu.
„Skrzynka jest na górze” – powiedziała. „Jest w niej tyle jego listów, ile udało mi się znaleźć”.
„Naprawdę masz je wszystkie?” zapytał cicho Leo.
Gwen skinęła głową. „Znalazłam je po śmierci naszej matki zeszłej zimy”.
Zaprowadziła nas na strych. Było tam gorąco i pachniało starym papierem.
Następnie uklękła przy pojemniku do przechowywania i podniosła pokrywę.
„Skrzynka jest na górze.”
Listy. Całe stosy, wraz z kartkami urodzinowymi i kopertami zwrotnymi, z moim imieniem i nazwiskiem wypisanym ręką Andrew.
Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i usiadłem na podłodze.
Leo usiadł obok mnie.
Gwen podała mi pierwszą kopertę obiema rękami, jakby groziło jej rozdarcie.
„Zacznij od tego” – powiedziała.
Otworzyłem.
Leo usiadł obok mnie.
"Wrzos,
Wiem, że to źle wygląda. Proszę, nie wierz, że cię zostawiłem. Próbuję wrócić. Obiecuję.
- A."
Powietrze opuściło moje płuca.
„Mamo?” wyszeptał Leo.
Nie mogłem odpowiedzieć. Sięgnąłem po kolejny list.
„Nie wiem, czy mnie nienawidzisz. Moja matka mówi, że tak. Nie wierzę jej, ale nie wiem, jak inaczej do ciebie dotrzeć”.
„O nie, nie, nie” – mruknąłem.
„Wiem, że to źle wygląda.”