***
Następnego ranka wróciliśmy do kliniki.
W recepcji powiedziałem: „Musimy porozmawiać z kimś o naszej sprawie. Dzisiaj”.
Recepcjonistka zawahała się. „Czy jest pan umówiony?”
„Nie” – powiedziałem. „Ale nie odejdziemy bez odpowiedzi”.
Coś w moim tonie musiało podziałać, bo odebrała telefon.
Dziesięć minut później siedzieliśmy naprzeciwko lekarza, którego znałem.
Doktor Harris.
„Czy masz umówione spotkanie?”
Przywitał nas uprzejmie, ale widziałem, że coś wiedział.
„Przeglądaliśmy twój plik dziś rano” – powiedział Harris.
„Przeglądałeś to?” zapytał Daniel. „Dlaczego?”
„Ponieważ jest coś, co musimy wyjaśnić”.
Pochyliłem się do przodu. „Po prostu to powiedz”.
Harris wziął oddech.
„Podczas procesu magazynowania, kilka miesięcy przed transferem, wystąpił problem z etykietowaniem.”
Poczułem, że moje dłonie robią się zimne.
„Po prostu to powiedz.”
„Jaki problem?” zapytał mój mąż.
Harris spojrzał mi prosto w oczy.
„Zarodek, który został przeniesiony do twojej matki zastępczej, mógł nie zostać stworzony z twojego materiału genetycznego”.
Nie twój materiał genetyczny.
„Nie” – powiedziałem. „To nie… nie.”
„Wówczas nie mieliśmy potwierdzenia. Były rozbieżności, ale nic pewnego. Wszczęliśmy wewnętrzny dochodzenie”.
„I nic nam nie powiedziałeś?!” powiedział Daniel, a jego głos stał się bardziej napięty.
„Wciąż sprawdzaliśmy…”
„Powinieneś był nam powiedzieć” – wtrąciłem.
Cisza.
„Jaki to rodzaj problemu?”
Potem zapytałem o jedyną rzecz, która miała znaczenie.
„Czyim więc jest dzieckiem?”
Harris zawahał się. „Wciąż pracujemy nad identyfikacją tego. Istnieją protokoły…”
Wstałem.
„Nie obchodzą mnie twoje protokoły. To moja córka!”
Nie sprzeciwiał się.
***
Wyszliśmy z kliniki nie mając odpowiedzi i w milczeniu pojechaliśmy do szpitala.
„Czyim więc jest dzieckiem?”