"NIE."
Marie stała obok mnie, kładąc mi rękę na ramieniu.
„Skłamałeś mnie.”
Ryan uklęknął przed moim wózkiem inwalidzkim.
„Pięć lat temu mój wujek Cody jechał do domu z cmentarza. Właśnie pochował żonę. Był zdruzgotany. I popełnił straszny błąd. Upił się. Wsiadł za kierownicę. I cię potrącił”.
Poczułam, jak łzy spływają mi po twarzy.
„Zadzwonił do mnie natychmiast po tym, jak to się stało” – kontynuował Ryan.
„Był przerażony. Nie wiedział, co robić. Pojechałem więc na miejsce zdarzenia tak szybko, jak mogłem. Kiedy tam dotarłem, byłeś nieprzytomny. Wezwałem karetkę. Zostałem z tobą”.
„Popełnił straszny błąd”.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?” – zapytałam drżącym głosem. „Dlaczego pozwoliłeś mi uwierzyć, że jesteś po prostu jakimś nieznajomym, który akurat przechodził obok?”
Oczy Ryana napełniły się łzami.
„Bo się bałem. Bałem się, że jeśli dowiesz się, że to mój wujek cię uderzył, znienawidzisz nas oboje. Bałem się, że mnie zostawisz.”
Spojrzałem na mężczyznę w łóżku.
Cody płakał. Jego ręce drżały.
„Przepraszam bardzo” – wyszeptał. „Chciałem cię przeprosić przez pięć lat. Ale byłem zbyt wielkim tchórzem”.
„Dlaczego pozwoliłeś mi uwierzyć, że jesteś po prostu jakimś nieznajomym, który akurat przechodził obok?”
„Zniszczyłeś mi życie” – powiedziałem cicho.
„Wiem. Wiem, że tak zrobiłam. I żyłam z tym poczuciem winy każdego dnia”.
Ryan odezwał się ponownie. „Andrea, jest coś więcej. Coś, co musisz zrozumieć”.
Spojrzałem na niego.
„Kiedy dotarłem na miejsce wypadku, było już za późno”.
"Co masz na myśli?"